Debata w Łodzi na ostro

Dzisiejsza debata kandydatów na prezydenta nie była już tak spokojna jak cała kampania. Zarówno Dariusz Joński jak i Hanna Zdanowska – choć ta o wiele mniej – atakowali swojego rywala. Ciężko ocenić, kto z tej walki wyszedł zwycięsko. Kandydaci z mniejszym lub większym problemem wybrnęli z każdego trudnego pytania. Zaskakujące mogło być to, że Dariusz Joński nie zawsze wykorzystywał cały czas, jaki oddany był do jego dyspozycji, a przecież to zaledwie minuta, lub pół. Mówił za to składnie i ładnie. Ciężko to samo powiedzieć o jego rywalce. W kategorii „sport” odpowiadając na pytanie: Czy ważniejsza jest pomoc dużym klubom sportowym i wybudowanie stadionu miejskiego, czy małe boiska osiedlowe, z jej odpowiedzi ciężko było coś jednoznacznie wywnioskować. Najpierw powiedziała, że zdecydowanie priorytetem jest stadion miejski, po chwili jednak mówiąc, że pierwsze, o co będzie walczyć jak wygra wybory to park kultur alternatywnych, gdzie młodzież będzie mogła uprawiać sporty extremalne.

Najciekawszą częścią były pytania, które kandydaci zadawali sobie nawzajem. Hanna Zdanowska pytała o przygotowanie miasta do zimy. Rywal w swoim czasie podziękował ZDiT za pomoc w odśnieżaniu miasta i powiedział, że to nie wypada żerować na tak kryzysowej sytuacji, bo ją również może kiedyś taka spotkać. Nie wspomniał nawet, że nie był już wice-prezydentem, gdy rozpętały się śnieżyce(Tomasz Sadzyński zrezygnował z pełnienia funkcji komisarza miasta, obejmując stanowisko radnego – tym samym odwołując wice-prezydentów). Ciekawe okazało się pytanie Dariusza Jońskiego o 7 zlikwidowanych szkół technicznych, za kadencji Hanny Zdanowskiej na fotelu wice-prezydent(prezydentem był Jerzy Kropiwnicki). Hanna Zdanowska odpowiedziała, że gdy ona pełniła funkcję powstały dwie nowe szkoły, a żadna nie została zlikwidowana. Na koniec Dariusz Joński wręczył Hannie Zdanowskiej treść spornej ustawy i podali sobie ręce.

 

Treści uchwał podjętych, gdy Hanna Zdanowska była wice-prezydent Łodzi ds. związanych z edukacją, sportem, a także funduszami unijnymi, o których mówił Dariusz Joński:

http://bip.uml.lodz.pl/_plik.php?plik=uchwaly/rm/05_0348.DOC

http://bip.uml.lodz.pl/_plik.php?plik=uchwaly/rm/05_0337.DOC

http://bip.uml.lodz.pl/_plik.php?plik=uchwaly/rm/05_0330.DOC

http://bip.uml.lodz.pl/_plik.php?plik=uchwaly/rm/05_0323.DOC

http://bip.uml.lodz.pl/_plik.php?plik=uchwaly/rm/05_0318.DOC

http://bip.uml.lodz.pl/_plik.php?plik=uchwaly/rm/05_0312.DOC

http://bip.uml.lodz.pl/_plik.php?plik=uchwaly/rm/05_0307.DOC

http://bip.uml.lodz.pl/_plik.php?plik=uchwaly/rm/05_0306.DOC

Straciliśmy ESK

Nie ma co płakać nad rozlanym przez Żydowicza i miasto mlekiem. Nie ma co płakać, bo jak donosi „Gazeta wyborcza” miasto szybko zabrało się za sprzątanie i już dogaduje się z Żydowiczem. Lepiej późno niż wcale! Czy miasto przeprosi się z FSŚ nie wiadomo, tym bardziej nie wiadomo czy kapryśny Marek Żydowicz przeprosi się z miastem. Łódź walczy w sądzie o odkupienie ziem EC1, a magistrat już proponuje fundacji wynajem części terenu pod biura i studio Davida Lyncha. Trudny to czas dla fundacji gdyż przyjdzie jej wybierać, z którym miastem się układać, do wyboru są trzy. Bydgoszcz, gdzie aktualnie będzie się odbywał festiwal, Łódź gdzie toczy się przeciwko Żydowiczowi sprawa w sądzie o naruszenie wizerunku miasta i gdzie prezydent Sadzyński publicznie uznaje go winnym utraty ESK, oraz Łódź gdzie magistrat gotów jest wynająć mu jego własną ziemię, na korzystnych warunkach. Czas pokaże, jakiego zwrotu akcji doczekamy się tym razem.

SS – Syzyfowa Segregacja

Tyle dziś mówi się o konieczności segregowania odpadów, społeczeństwo polskie wydaje się być jednak niewrażliwe na prośby ekologów. Taki byłem i ja – do czasu oczywiście – do czasu kiedy dowiedziałem się o karach finansowych za nie segregowanie śmieci. Pragnąc więc żyć w zgodzie z matką naturą, postanowiłem zmienić swoje przyzwyczajenia. Nic mnie to przecież nie kosztuje, a korzyści dla nas wszystkich mogą być niewymierne. Aby więc nie narażać się na koszta, postawiłem w kuchni trzy kartony ze sklepu spożywczego. Kartony takie może nabyć każdy, cena jest odwrotnie proporcjonalna do znajomości ekspedientki – Ja, dla przykładu, dostałem za darmo. Kolejnym krokiem było już tylko oznaczenie kartonów na: Papier, szkło i plastik i wyrzucanie śmieci.

Pierwszą partię wyniosłem w poniedziałek, zastanawiając się czy dobrze dobrałem kartony. Otóż powinienem był wpierw sprawdzić jakie pojemniki stoją przed moim blokiem, a nie jakie stać tam powinny. Na szczęście nic wielkiego się nie stało, to że jest jeden pojemnik na papier, szkło i plastik, zamiast trzech oddzielnych, nie sprawił mi żadnego problemu. Pierwszy tydzień selekcji odpadów za mną. Uff.

Wkrótce okazało się, że śmieci to ważny problem na osiedlu i administracja zamknęła wszystkie kosze na śmieci, tak aby mogli z nich korzystać jedynie mieszkańcy. Dostałem kluczyk i zadowolony, że nikt nie zniweluje mojej pracy, perfidnie wrzucając skórkę od banana do kosza na wyselekcjonowane odpady – bo tu ma bliżej – zabrałem się do sprawy ze zdwojoną siłą. Moją nową pasją zainteresowała się rodzina, a są podejrzenia, że mój pies również. Tym razem już w niedzielę uzbierałem pełny karton i wybrałem się do kosza, gdzie czekało mnie nie małe zaskoczenie. Otworzyłem drzwi do pomieszczenia na odpady. Pojemnik na odpady wszelakie był już pełny. Na odpady wyselekcjonowane również. Trzeba przyznać, że gdy zabrakło miejsca w pierwszym pojemniku mieszkańcy wyrzucali śmieci do pojemnika drugiego, niwecząc tygodniową pracę tych –eko. Co ciekawe podłoga również była wypełniona śmieciami różnej maści. Powstały dwie wielkie sterty śmieci – po lewej i po prawej od wejścia. Swój karton położyłem na kupce po lewo, obok telewizora i worka zgniłych ziemniaków. Po tej stronie było przynajmniej bliżej do właściwego pojemnika. Zapomniałem, że niedziela jest ostatnim dniem przed wywozem śmieci. Pozostaje mi tylko jedno wyjście, aby mieć poczucie wypełnionego obowiązku obywatelskiego, śmieci będę wynosił w poniedziałki.

Olechowski park

Zbliżają się wybory do rady miasta. Ten szczęśliwy okres zawsze kojarzy mi się z pełną skrzynką na listy oraz uśmiechniętymi kandydatami spotykanymi na każdym rogu. Listonosz nie przynosi natarczywych i tandetnych reklam z promocją ogórków małosolnych czy patisonów, są za to prawdziwe listy, listy od mieszkańców takich jak ja – z tymi samymi problemami i potrzebami. Tyle tylko, że oni kandydują na radnego a ja nie.
Taki właśnie list wyciągnąłem ze skrzynki wychodząc rano na uczelnię. Mieszkaniec mojego osiedla pisze do mnie, że chciałby ponownie zostać radnym – może nie dosłownie – i wymienia jakie moje problemy już rozwiązał, jakim sprostał potrzebom. Czytam więc z rosnącą ciekawością – to przecież pierwszy list w tym roku, nie znudziło mi się jeszcze. Okazuje się, że wywalczył na naszym osiedlu park. A niech mnie! To jest człowiek! Ja mieszkam na tym osiedlu 19 lat i nie dość, że parku nie stworzyłem to, jeszcze przeoczyłem, że owy powstał. To pewnie taki park gdzie można posiedzieć, porozmawiać z kolegami czy wypić… zimną oranżadę. Są tam place zabaw dla dzieci i fontanny. O rety! Szybko dowiedziałem się gdzie i po zajęciach wybrałem się na spacer. Jakież było moje zaskoczenie gdy w miejscu gdzie kiedyś było zarośnięte pole i za przeproszeniem, załatwiały się psy, teraz stoi tablica z informacją: Park Źródła Olechówki. Może trochę szkoda, że za tym znakiem rozciąga się zarośnięte pole i załatwiają się psy, ale atmosfera za tablicą jest już jednak inna.
Wdychając polne powietrze i zapach gnijącej Olechówki wczytałem się w informacje widniejące na znaku. Okazuje się bowiem, że w parku tym nie wolno spożywać alkoholu, zabrania się śmiecenia i niszczenia roślinności. W szczególności jednak trzeba uważać by jeżdżąc na rolkach czy rowerze nie zrobić komuś krzywdy.
Panie Godson, to szczytne, że na „naszym wspólnym”, a więc mieszkańców osiedlu,  powstał park. Aby się jednak chwalić sukcesem trzeba czegoś więcej, czegoś dla mieszkańców. Może jedna czy dwie ławki, krótka alejka i trochę ludzi. Bo dziś jeśli już ktoś tam się pojawia to tylko dlatego, że tu ma najbliżej ze swoim zwierzakiem. Nie wystarczy zabronić w parku wszystkiego po kolei, może wypadało by najpierw zadbać o to aby można było tam robić cokolwiek? Ja osobiście na pewno nikomu poza sobą  nie zrobię krzywdy jeśli zanurkuję w błocie na rolkach. Nie liczył bym również, że znajdzie się ktoś spożywający alkohol, skoro nawet nie ma gdzie usiąść. Natomiast śmiecić zwyczajnie nie ma po co, wystarczy to co jest.

Park Źródła Olechówki